poniedziałek, 18 czerwca 2018

Biblioteka


Wchodzimy. Wózek, mój duży już brzuch i ja. Oddaję książki, które jakimś cudem udało mi się w ostatnim czasie przeczytać, kradnąc samej sobie bezcenne godziny przeznaczone na sen i odpoczynek.
Za ladą pani. Jakaś nowa, może na zastępstwo. Bardzo miła. Odbiera książki i pyta:

- Będzie pani coś pożyczać?
- Owszem – mówię
- Wie pani gdzie szukać?
- Raczej tak – odpowiadam
- Tutaj na pewno pani sobie coś znajdzie.

Porozumiewawczo mruga okiem i wskazuje najbliższe półki wypełnione po brzegi romansami, kuchenną beletrystyką, historiami o cudzołóstwie i niedochowywaniu wierności, powieściami z niezbyt skomplikowaną fabułą o, z reguły, łatwym do przewidzenia zakończeniu, utworami literackimi z wymyślnym wątkiem kryminalnym i całą literaturą tworzoną masowo na potrzeby zwiększania statystyk czytelności wśród gospodyń domowych.

…

Kwadrans później widzimy się znowu. Na ladzie przed panią ląduje Grudziński, zeszłoroczny noblista o japońskich korzeniach i znana reportażystka i biografka. Pani nic nie mówi, ale nadal się uśmiecha. Ja z resztą też.





 








Dobrego dnia.
M.

sobota, 9 czerwca 2018

Sprawy

- Na razie przedłużymy pani umowę do dnia porodu.
- Na razie? A co później?
- Później, zobaczymy...

Niestety, obawiam się, że jedyną rzeczą, jaką będziemy jeszcze wspólnie oglądać będzie moje świadectwo pracy.

Zastanawiam się jak wiele dziewczyn oczekujących narodzin swojego dziecka czyli będąc w stanie, kiedy jak kania dżdżu pragnie się spokoju i poczucia bezpieczeństwa, dostaje nagle taki zastrzyk adrenaliny. Życie...














Ale dobre rzeczy też się dzieją.
M.

środa, 30 maja 2018

Folwark


Zanim jeszcze sama zostałam mamą z fascynacją przyglądałam się metamorfozom domów i mieszkań moich znajomych, którzy już zostali rodzicami. Najczęściej te wysprzątane, wymuskane wcześniej wnętrza zamieniały się w magazyny zabawek, ze ścianami, milcząco przyjmującymi ataki twórczej inwencji najmłodszych domowników, pozbawione obrusów i serwetek stoliki świeciły pustkami, fantazyjnie zabezpieczone narożniki mebli wyglądały pociesznie, a przez lata gromadzone dekoracje i pamiątki, porozstawiane niegdyś w różnych miejscach, skrzyknęły się nagle i w poszukiwaniu azylu udały się z pośpiechem w góry. I tak sobie wtedy myślałam: ja to nigdy…, u mnie to zawsze…

I w końcu stało się! W naszych czterech ścianach pojawił się nowy lokator. I nagle, ni z tego, ni z owego… nasze mieszkanie zaczęło wyglądać jakby eksplodował w nim ogromny sterowiec wypełniony nie powietrzem, a zabawkami i akcesoriami dla maluchów. Rekwizyty i utensylia małego człowieka fenomenalnie wkomponowały się w zajmowaną przez nas dotychczas przestrzeń, a ja wykreśliłam ze swojego słownika wyrazy nigdy i zawsze.

Ale kiedy na pralce w łazience z dnia na dzień pojawił się folwark, a gumowe zwierzątka do kąpieli powoli rozpoczynały ekspansję terytorialną za sprawą młodocianego, ale bardzo charyzmatycznego przywódcy, postanowiłam zareagować... i w ruch poszło szydełko.












Dobrego dnia.
M.



środa, 9 maja 2018

Bluebird


Możliwe, że rok temu pomogłam pojawić się na świecie pewnemu przyszłemu ornitologowi, miłośnikowi ptactwa, entuzjaście lotów i nielotów, fanatykowi ptaków, ptaszydeł i ptasząt, maniakowi wszelkich dwuskrzydłych stworzeń, a ponadto, sympatykowi drobiu (nieważne czy nadal na wolnym wybiegu czy już w lodówce, czasami odnoszę wrażenie, że nawet lepiej to drugie).

Więc rozwieszam po domu kolorowe ptaszki z papieru, wystaję razem z nim godzinami w oknie wypatrując ptaków, na spacerze zatrzymuję się przy każdym napotkanym na rynku gołębiu, do znudzenia powtarzam, że to nie konik robi ko-ko, tylko kurka, wyciągam go z dna rozpaczy pokazując mu dwie sroki, które przysiadły właśnie za oknem na kominie sąsiedniej kamienicy.

A jak rano słyszę pierwsze dobiegające z łóżeczka dźwięki, to nawet nie muszę patrzeć na zegarek bo wiem, że jest 5.27 i właśnie obudził się mój ranny ptaszek.

I choć czasami jest mi ciężko i zastanawiam się, czy zwyczajnie nadążę za tym małym pędziwiatrem i jak przeczytam w wiadomościach informację, że ojciec włożył syna do klatki z tygrysem podczas wycieczki do ZOO, pomyślę tylko „Genialny pomysł!”, to i tak wieczorami, zamiast oddawać się błogiemu lenistwu, dziergam na szydełku różne stwory, które byłyby w stanie sprostać tej małej szalonej ptasiej obsesji.







I muzyka:


Dobrego dnia.
M.


niedziela, 8 kwietnia 2018

Wiosna

Zimę kocham miłością bezwzględną, ale lubię też kiedy przychodzi ona. Najpierw nieśmiało stuka w szybę wydłużającym się czerwonym słupkiem zaokiennego termometru; człowiek zaczyna się orientować, że w szafie wisi coś jeszcze poza zimowym płaszczem i puchową kurtką. Ale zanim jeszcze wybuchnie kolorami i sprawi, że spragnione barw ludzkie oko dostanie świra, sama szukam tych kolorów i napawam się tym szalonym zapachem, który wydaje tylko budząca się po zimie i powoli ogrzewana słońcem Ziemia. A jak już wyeksmituję z domu pierwszego pająka, to wiem, że zaczęła się na dobre J









Czujcie wiosnę!
M.

czwartek, 15 marca 2018

Chusta

Nie pamiętam ile razy zaczynałam, prułam i zaczynałam na nowo. Bo za mała, za wąska, bo nie taka... Domawiałam włóczki, bo bałam się, że braknie. Potem bałam się, że zostanie. Odkładałam. Zapominałam. Trafiałam na smutno zwiniętą na dnie szafy. Robiło mi się przykro. Wracałam.

I w końcu jest! Taka jak chciałam. Nie idealna. Z pogubionymi, czasem, oczkami, Wielgachna. Miękka. Mogę się nią opatulić, przykryć, owinąć, otulić. Będzie ze mną długo...










Mój prywatny kontroler jakości. Czy aby miękka jest wystarczająco? 


Dobrego dnia J
M.

wtorek, 6 marca 2018

Internet


Jest dziesiąta rano. Twoje ukochane dziecko właśnie zapadło w przedpołudniową drzemkę. O tym, czy będzie ona trwała półtorej godziny, czy kwadrans zadecyduje najprawdopodobniej ruch motylich skrzydeł na drugiej półkuli naszego globu. Stoisz zatem na środku salonu, prawdopodobnie jesteś jeszcze w piżamie; niewykluczone, że bez śniadania. Robisz szybki rekonesans, jak wykorzystać ten niemożliwy do zamknięcia w ramy czas i postanawiasz, że spędzisz te kilka zesłanych przez niebiosa chwil relaksując się przy kawie i pozwalając sobie na krótką wycieczkę w wirtualną rzeczywistość.

I nagle miejsce chwilowego odprężenia zajmuje niepokój, bo jedna z pierwszych fotografii na jaką trafiasz na jednym z serwisów społecznościowych, zamieszczona jakieś dziesięć minut wcześniej przedstawia kobietę w mniej więcej Twoim wieku, która stoi w pełnym makijażu, w bardzo starannie dobranej garderobie, ze ślicznym bobaskiem na ręce i telefonem w drugiej dłoni. Za nią roztacza się widok na precyzyjnie uporządkowany pokój. Może jeszcze sam ten obrazek nie wprawiłby Cię w panikę, ale już informacja pod nim sprawia, że czujesz się lekko skonsternowana. Czytasz bowiem, że ta urocza dwójka z fotografii ma za sobą nieprzespaną noc, bo jest w trakcie ząbkowania i skoku rozwojowego jednocześnie.

Próbujesz sobie przypomnieć, jak Ty wyglądałaś po ostatniej nieprzespanej nocy i, niestety, z całą mocą i bardzo boleśnie zdajesz sobie sprawę, że jednak Twoja ówczesna prezencja w żadnym wypadku nie nadawała się do uwiecznienia na fotografii, nie daj Boże, upublicznienia gdziekolwiek. Nie mówiąc o tym, że ostatnią rzeczą, na jaką byłoby Cię wtedy stać byłyby gruntowne porządki w domu.

Biorąc solidny łyk kawy odpędzasz jakoś myśl, która beznadziejnie próbuje wedrzeć się do Twojej świadomości oraz zakomunikować Ci, że masz fatalną organizację.
Przeglądasz kolejne zdjęcia. Pech chciał, że będąc w ciąży zerkałaś czasami na profile innych przyszłych mam, które teraz mają dzieci najprawdopodobniej w wieku zbliżonym do Twojego maluszka. Serwis wspaniałomyślnie podpowiada Ci teraz te konta jako hipotetycznie interesujące. Zupełnie niepotrzebnie, bo nagle zostaje przed Tobą otwarta cała paleta cech i możliwości, które posiadają rówieśnicy Twojej pociechy. I zaczyna się festiwal porównań, analogii, rozbieżności i zderzeń. Okazuje się, że Twoje maleństwo ma tylko jeden ząbek podczas, gdy inne dzieci mają już po kilka. Ba! Zdążyły już nawet odwiedzić dentystę! Twoja pociecha wprawdzie sprytnie raczkuje, ale jej rówieśnicy potrafią już pewnie stać przy meblach, mało tego, próbują pierwszych kroków. Dodatkowo, biją brawo i machają, kiedy Ty bezskutecznie od kilku już tygodni do znudzenia wymachujesz ręką przed twarzą swojej dzidzi powtarzając głośno PA-PA i jedyna reakcja, jaką udaje Ci się uzyskać, to jego powiększające się ze zdziwienia oczy.

Najpierw się zastanawiasz czy nie wychowujesz małego leniuszka, potem zaczynasz niepokoić, a na koniec obawiać, czy Twoje dziecko rozwija się prawidłowo i czy Ty, jako matka, tego rozwoju nie zaniedbujesz. Wprawdzie pediatra Cię uspokajał, że nie widzi żadnych nieprawidłowości, no ale…

Mimo wszystko starasz się jeszcze nie tracić fasonu i nadziei na parę miłych chwil wytchnienia w to przedpołudnie, ale kiedy kolejnym zdjęciem, na jakie pada Twój wzrok, jest fotografia innej mamy, która chwali się idealną figurą w cztery miesiące po porodzie, to Twój jeszcze jakiś cudem utrzymywany względnie pozytywny nastrój nagle zmienia się w falę wyrzutów sumienia, dezaprobaty i krytyki pod własnym adresem.

Gdyby ktoś w tym momencie podsunął Ci petycję sugerującą, żeby młodym mamon ustawowo odcinano dostęp do Internetu, to podpisałabyś ją bez mrugnięcia okiem.

Na szczęście jest ktoś, kto już za chwileczkę skutecznie wyrwie Cię z tych oparów absurdu, bezkonkurencyjnie sprowadzi  do rzeczywistości i zakotwiczy w tu i teraz. Ktoś, dla kogo ważna jest tylko obecna chwila, bo tylko taką zna. Ktoś, kto patrzy na Ciebie jakbyś była najpiękniejszą osobą na świecie. Bo dla niego jesteś!


Jak kiedyś jechaliśmy do Krynicy...





Spokojnie...
M.