piątek, 4 stycznia 2019

Rytuał


Niemowlęta lubią rytuały, nie znoszą zmian i cenią codzienną rutynę – głosiły wszystkie periodyki dotyczące rodzicielstwa, ulotki, biuletyny i wydawnictwa szczodrze rozdawane podczas szkoły rodzenia, artykuły w Internecie oraz broszurki hojnie dołączane do wszelkich zestawów z próbkami kosmetyków, pieluszkami, smoczkami i buteleczkami, które mają przyczynić się do tego, że staniesz się super rodzicem, a które w różnych sytuacjach trafiają w ręce par spodziewających się potomstwa.

Kiedy zatem dowiedziałam się, że moje dziecko przynajmniej na początku reprezentować będzie typ konserwatywnego domatora o anty radykalnych poglądach, stwierdziłam – Super! Jakoś się dogadamy.

I kiedy po raz pierwszy zostałam mamą stwierdziłam, że autorzy tej tezy nie mylili się jednak; że tak właśnie jest i tak powinno być. I cieszył mnie ten porządek dnia, w miarę usystematyzowana codzienność, raczej łatwa do przewidzenia, prozaiczna i monotonna powszedniość. I tak jechałam tym pociągiem zwanym ‘macierzyństwo’ w wagoniku z różowym napisem ‘Ekstra mama’ i tak  by pewnie było do teraz, gdyby na świecie nie pojawił się mój drugi syn i wtedy cały ten skład się wykoleił.

Słowa: rytuał, rutyna, powtarzalność, monotonia, nawyk, przyzwyczajenie i schemat z dnia na dzień wykreśliłam ze swojego słownika. Moja codzienność stała się nieprzerwanym pasmem wydarzeń nie powiązanych ze sobą ciągiem przyczynowo skutkowym. Pory spania (czy nawet bardziej nie spania), jedzenia, przebierania i kąpieli wykroczyły poza jakiekolwiek ramy czasowe. Odnoszę wrażenie, że nawet nigdy w te ramy nie wkroczyły. I mimo że jak szaleniec szukam jakiejś logiki i sensu i łapię się wszelkich przejawów regularności i porządku, to i tak dzień najczęściej kończę jak po solidnym koncercie heavy metalowym.  Z drugiej jednak strony … ile można słuchać poezji śpiewanej? J









Dobra w Nowym Roku!
M.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Zanim


Zanim jeszcze na świecie pojawił się drugi chłopiec moje życie płynęło w miarę ustabilizowanym trybem, a dobowy plan zajęć nie wyglądał jeszcze, jakby stworzony został ręką szalonego planisty na prochach z zaburzeniami pamięci krótkotrwałej. Natomiast mój dom nie prezentował się, jakby przed minutą coś w nim wybuchło, bo moja skupiona na jednym dziecku uwaga była w stanie w miarę szybko i skutecznie zapobiec eksplozji. 
Udało mi się wówczas zrobić parę rzeczy z serii „żeby nie zwariować”, udało mi się nawet zrobić zdjęcia tych rzeczy. Jednak  na ich publikację brakło już czasu. Czemu zatem nie dzisiaj? A że kasztany, a nie płatki śniegu i choinkowe lampki?  Cóż, to tylko dowód, że ramy czasowe na chwilę obecną nie istnieją.












Dobrego dnia.
M.

sobota, 8 grudnia 2018

Julian

I nagle cała moja wiedza, jako mamy, stała się w jednym momencie mało przydatna albo zupełnie bezużyteczna...

Fot. Lamelka Studio


Po raz kolejny, mówiąc językiem coachów i personalnych trenerów, wyszliśmy ze swojej strefy komfortu i postawiliśmy nasze w miarę już ustabilizowane życie do góry nogami. Jedyne, co mi się przydało po tym jak półtora roku temu po pierwszy raz zostałam mamą, to ciuszki i kontakt do pediatry J 

Witaj na świecie, Julianie!

M.

sobota, 22 września 2018

Edda Bag


Już wiem, czemu zdjęcia tej torby, które można znaleźć w sieci, wyglądają tak, jakby była ona przeznaczona jedynie do transportu kilku cytryn, dwóch francuskich bagietek, paru zwiewnych apaszek albo kilku motków włóczki (są też oczywiście takie fotki, na których prezentowana jest zupełnie bez obciążenia). 

Wiem to stąd, że w przypływie niewypowiedzianej potrzeby zajęcia rąk i umysłu czynnością nie kojarzącą się z porządkami i prasowaniem postanowiłam wykonać jeden jej egzemplarz dla siebie. I okazało się, że jakkolwiek wygląda nieźle, to zwyczajnie jednak trochę się wyciąga i na jakieś poważniejsze zakupy po prostu się nie nadaje. Niemniej w przypadku mniejszych obciążeń wygląda naprawdę efektownie i małe zakupy szykownie i bez trudu poniesie.

Kto by pomyślał, że ta kojarząca się z poprzednim ustrojem torba na zakupy wróci po latach i to z takim splendorem, że niektórzy odważą się ją nawet nazwać „paryżanką” J

Wzór, z którego korzystałam, jest darmowym wzorem, dostępnym na skądinąd świetnej stronie We Are Knitters – według mnie to miejsce, które obowiązkowo powinien odwiedzić każdy kto lubi dzierganie albo po prostu chce się go nauczyć.










Dobrego dnia.
M.

poniedziałek, 10 września 2018

Wakacje


Muszę przyznać, że te tegoroczne były dla mnie absolutnie wyjątkowe. Spędziłam czarujące 10 dni sam na sam z mężczyzną obdarzonym szalonym wdziękiem i młodszym ode mnie o 34 lata, w domu, którym mieliśmy się zaopiekować podczas nieobecności właścicieli. Uroczy, niezbyt duży domek w ślicznym miasteczku, w spokojnej okolicy, z tarasem, ogrodem, piaskownicą, basenem, trampoliną i zamieszkałym bocianim gniazdem. 
Bajka. 

Niezapowiedzianą kilkugodzinną przerwę w dostawie wody zaraz pierwszego dnia potraktowaliśmy jako zapowiedź czekających nas przygód, a padający niemal bez przerwy przez kilka pierwszych dni deszcz zmotywował nas do wykonania małych przemeblowań i aranżacji. 

Na pierwszy rzut poszedł salon, w którym się urządziliśmy. Cała roślinność która zajmowała duże połacie salonowej podłogi powędrowała na stół. I teraz już nie pamiętam czy chodziło o to, że chcieliśmy się poczuć jak w oranżerii, tudzież amazońskiej puszczy, czy bardziej znudziło mi się już zmiatanie z podłogi ziemi i ratowanie doniczek, które w ten deszczowy niesprzyjający czas miały stać się namiastką piaskownicy. 

W związku z tym, że stół przestał być miejscem domowej użyteczności przestały być nim także krzesła, dzięki czemu kilka z nich mogło nam posłużyć za parkan przed wejściem na schody, które raz, że same w sobie bardzo pociągające, to jeszcze prowadziły do przybytku na miarę Mekki czyli do pokoju dziesięciolatki wypełnionego samymi czarownymi rzeczami, łącznie z małą hodowlą ślimaków akwariowych.

Szybko też stało się zrozumiałym, że nieczynny w sezonie letnim kominek jest doskonałą przestrzenią do eksploracji, a pozbawione jakiegoś zmyślnego zamknięcia drzwiczki wprost zapraszają do poszukiwań śladów mitycznego Feniksa. Zatem, duży fotel, w którym pierwotnie planowałam spędzać kojące letnie wieczory z książką, w czasie kiedy mój towarzysz będzie już ładował akumulatory przed kolejnym dniem, musiał posłużyć za trwałą barykadę udaremniającą harce w resztkach popiołu.

Równie błyskawicznie posuwały się także zmiany w przestrzeni kuchennej, gdzie blat już w pierwszych od naszego przyjazdu godzinach musiał stać się tymczasową bazą dla wszelkich przedmiotów wykonanych z nietrwałych materiałów oraz takich, których nieprawidłowe użycie groziłoby przerwaniem powłok skórnych, a które pierwotnie zajmowały miejsca w dolnych szufladach i szafkach.

Dodatkowo, ta nowa sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy wygenerowała nowe pytania dotyczące różnych aspektów naszej ziemskiej wędrówki i funkcjonowania w tej swoistej dżungli zwanej życiem. Na szczęście, żyjemy w czasach, kiedy odpowiedzi na większość nurtujących nas pytań możemy znaleźć w jednym miejscu zwanym ….wyszukiwarką internetową. 

Historia moich internetowych wyszukiwań podczas tego naszego niepowtarzalnego wakacyjnego wypadu wygląda mniej więcej tak: 

Czy pająk przejdzie przez mikrowentylację?
Jak zrobić racuchy z jabłkami na kefirze?
Jak szybko pozbyć się muszek owocówek?
Jak usunąć plamy z żywicy?
Jak usunąć plamy z żywicy z białych spodenek?
Jak wyczyścić białe trampki?
Jak wyciągnąć wciśniętą membranę głośnika?
Jak nie oszaleć na macierzyńskim?

Podróże kształcą, stwierdzam J




Dobrego dnia.
M.

sobota, 7 lipca 2018

Zając


Na mięsnym.

- Coś podać?
- Tak. Poproszę 20 deko tej wędliny z zająca.
- Dobrze. Tylko, że to jest wieprzowina.
- ...? To czemu w takim razie jest podpisana „Zając”?? To nazwisko producenta?

Teraz odpieram wzrokowy atak z gatunku „Czy ona jest prawdziwa?” i „Jak można być takim ignorantem?”

- Przecież kiedyś tak się mówiło na taki klops – zajączek.
- Acha...?

Dwie refleksje po zakupach:
  1. Świat jest jednak pełen niespodzianek.
  2. Zawsze i bezwarunkowo trzeba mieć się na baczności, żeby np. z mięsnego, zamiast z filetem z indyka, nie wyjść z jagnięcym udźcem. Zwłaszcza, że nie wiem, czy kiedyś w przeszłości komuś nie przyszło do głowy nazwać tak krakowską podsuszaną.


Fotografie, na szczęście, już z zupełnie innego spektrum...









 


Dobrego dnia.
M.



niedziela, 24 czerwca 2018

Dom


To miejsce? Stan? Relacja? Rodzina? Kredyt na 30 lat? Cztery ściany przykryte dachem? 
Tak przykro usłyszeć, że komuś nie chce się wracać do domu. Że to miejsce przestaje być cichym portem, przystanią spokoju i bezpieczeństwa, a staje się jedynie pomieszczeniem, gdzie można się przespać i przechować swoje osobiste rzeczy.

My właściwie nie mamy domu. Ale czy jesteśmy bezdomni? Bo wynajęte mieszkanie, to już dom czy jeszcze nie? I pytania, kiedy przeprowadzka, kiedy o czymś pomyślimy?  Mojemu pokoleniu wmawia się, że wzięcie kredytu na kilkadziesiąt lat jest oznaką dorosłości. Czyli założenie, że w ciągu najbliższych paru dziesiątek lat nic mi się nie stanie i będę miała stały i regularny dochód powinno być wyrazem mojej odpowiedzialności, a nie beztroski i brawury.  A jak mieszkam w domu kupionym na kredyt, to on już jest mój czy banku?

Zatem nie mam jeszcze własnego domu. Nie mam kredytu. Mam za to ludzi, z którymi chcę ten dom tworzyć i dzięki którym miejsce, gdzie teraz wracam jest moją przystanią i portem. Rzadko cichym, ale zawsze bezpiecznym.

Ot, niedzielne o domu rozmyślania…








Dobrego dnia,
M.