środa, 12 lipca 2017

Dialogi

Ona: ...(po fryzjerze)
On: Świetnie wyglądasz! Jak Baby z Dirty Dancing.
Ona: Nie mów tak! To stary film. Nie chcę staro wyglądać.


poniedziałek, 3 lipca 2017

Kiedy

A zatem, tak to jest być mamą. Balansować na cienkiej linie rozciągniętej pomiędzy euforią i niewyspaniem. Kiedy twoja doba, w której do tej pory panował naturalny porządek dnia i nocy, zostaje nagle podzielona na interwały wyznaczane przez pory snu i karmienia twojego dziecka. 

Kiedy niebywale często przychodzi ci zachwycać się wschodem Słońca i zastanawiać się czemu ptaki śpiewają najpiękniej wtedy, gdy większość ludzi na świecie śpi. Kiedy przemierzasz niezliczoną ilość razy miejskie bulwary nad rzeką, które wieczorami stają się miejscem zebrań miłośników niebieskich elemów i piwa Namysłów. Kiedy swoje załatwianie sprawunków na mieście organizujesz pod kątem możliwości wjechania gdzieś wózkiem. 

Kiedy po kilka razy w ciągu jednego wieczora zaglądasz do łóżeczka, żeby sprawdzić czy jego lokator oddycha, bo od kwadransa nie słyszałaś żadnego dźwięku, który by zeń dobiegał. Gdy zastanawiasz się  kiedy miasto wręczy ci kartę honorowego obywatela parku miejskiego, bo masz wrażenie, że spędzasz w nim nieporównywalnie więcej czasu nawet niż koneserzy niezbyt kosztownych trunków. 

Kiedy dochodzi do Ciebie, że jedynym, poza wodą, napojem który możesz pić bez ograniczeń jest rooibos i z braku laku zaczynasz w końcu lubić ten znienawidzony wcześniej napitek. Kiedy nabierasz stuprocentowej pewności, że już nigdy nie zadasz mamie noworodka pytania „do kogo on jest podobny?”  Kiedy zachodzisz w głowę, jak można być aż tak głodnym, żeby trzykrotnie obudzić się w nocy tylko po to, żeby coś przekąsić. Kiedy biegasz jak poparzona po domu, bo zamiast godzinnego popołudniowego spanka twoje dziecko zrobiło sobie regeneracyjną kwadransową drzemkę i wszystkie zaczęte czynności musisz nagle sfinalizować w pięć minut. 

Kiedy stoisz przed lustrem i snujesz rozważania czy w przyszłe wakacje odważysz się już założyć bikini. Kiedy zastanawiasz się, czy robić pranie skoro na suszarce wisi jeszcze to, z dnia poprzedniego, wprawdzie już suche i mogłabyś je nawet zdjąć tylko, że kosz na czyste rzeczy jest przepełniony, bo od tygodnia nie zdążyłaś nawet włączyć żelazka. Kiedy zastanawiasz się, czy teraz już do końca życia przyjdzie ci tłumaczyć pani w drogerii, że nie masz karty Rossnę i tak naprawdę nie chcesz jej mieć. Kiedy z niedowierzaniem patrzysz na swojego faceta, który mówi, że wciąż się mu podobasz, a ty stoisz przed nim z włosami poklejonymi mlekiem i w powyciąganym T-shircie z obślinionym ramieniem. 

Kiedy przez cały dzień planujesz, co zrobisz wieczorem, jak twoje dziecię zapadnie w sen, a kiedy już to nastanie, jedyne na co masz ochotę, to zwinąć się w kulkę obok niego i zasnąć tak samo. Kiedy ze łzą w oku obserwujesz jak mała niezdarna łapka próbuje chwycić zabawkę tylko po to, żeby ją przetestować pod kątem przydatności do spożycia. Kiedy wpadasz w zadumę jak to możliwe, że jedna mała istota mogła w tak krótkim czasie sprawić, że całe twoje dotychczasowe życie stanęło na głowie. Kiedy z nieprawdopodobną mocą zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę, zupełnie szczerze, nie wyobrażasz już sobie innego życia.

Fot. Lamelka Studio

M.

czwartek, 29 grudnia 2016

Zimowy łapacz

Według niektórych plemion Indian Ameryki Północnej łapacze snów były amuletami, które w ciągu nocy miały wyłapywać koszmary i przepuszczać tylko dobre sny. Te złe zatrzymywały się na gęstej sieci, spływały po piórach i ginęły z pierwszymi promieniami słońca. 
Ten ostatni już w tym roku łapacz był prezentem gwiazdkowym dla naszych przyjaciół. Mam nadzieję, że spełnia swoją funkcję J









Na koniec chciałabym jeszcze podzielić się swoim grudniowym odkryciem muzycznym. Ten kawałek rodem z Islandii towarzyszył mi przez większość czasu w tym ostatnim miesiącu roku. Biały. Surowy. Ascetyczny. Dobrze pracowało mi się w takim towarzystwie. Czasami nie trzeba mówić wiele, żeby wiele powiedzieć.


 Spokojnego dnia.
M.

środa, 28 grudnia 2016

Jeszcze raz o prezentach

Pisałam już jakiś czas temu, jak ogromną radość sprawia mi przygotowywanie prezentów dla bliskich mi osób. Nie mam, bynajmniej, na myśli szaleńczego biegania po sklepach w przedświątecznym amoku, gorączkowego rozglądania się po półkach i prób wyłonienia z ogromu asortymentu tej jednej jedynej rzeczy, która według mojego uznania mogłaby się jeszcze komuś na coś przydać albo przynajmniej spodobać, a potem nużącego stania w kolejce do kasy i zastanawiania się, w te ostatnie przed zakupem minuty, czy to aby na pewno będą dobrze wydane pieniądze. Zupełnie nie o takie prezenty mi chodzi. Myślę raczej o upominkach, które jestem w stanie wykonać własnoręcznie. Powstaje wtedy rzecz, która może nie wygląda równie ekskluzywnie, jak taka ze sklepu, ale razem z nią mogę ofiarować komuś także swój czas, umiejętności, swoją pasję i te wszystkie dobre myśli, które mam w głowie kiedy coś tworzę, a także uśmiech, kiedy coś wychodzi dobrze i w miarę zgodnie z moim zamiarem J

W tym roku, obdarzona przez los większą ilością wolnego czasu przed świętami, mogłam się właśnie takiemu tworzeniu poświęcić z jeszcze większą przyjemnością i bez stresu, że nie zdążę z czymś innym. Przyjaciele z naszej wakacyjnej jachtowej załogi Jam Session dostali świąteczne gwiazdki z Hoooked Zpagetti. Coś do czego przymierzyłam się już w zeszłym roku zainspirowana przez hiszpańską rękodzielniczkę Mónicę Redi, której prace można obejrzeć TUTAJ
Tym razem jednak gwiazdki doczekały się stosownego opakowania  w postaci materiałowych sakiewek, które jako, że w moich rękach powstawały po raz pierwszy, wymagały wiele minut gruntownych przemyśleń, przygotowań i planów, rozrysowania dokładnych schematów, szkiców, użycia m.in. linijki, ekierki i … kalkulatora (bez komentarza J).

A sądząc po ilości zdjęć poniżej, dużą radość sprawiło mi także wykonanie dokumentacji fotograficznej...













 









Dobrego dnia.
M.


sobota, 24 grudnia 2016

Życzenia

Kilka lat temu w wigilię Świąt Bożego Narodzenia od paroletniej wówczas dziewczynki usłyszałam życzenia, które pamiętam do dzisiaj i które pewnie pozostaną jednymi z ważniejszych, jakie kiedykolwiek usłyszałam i usłyszę w przyszłości. 
„Życzę Ci żebyś była mądra”. 

Ten mały urwis nawet nie zdawał sobie sprawy, jak ważne słowa wypowiada. Ile sensu zawiera się w tym jednym zdaniu. Bo czy nie mądrości nam brakuje kiedy miotamy się w życiu, zastanawiamy czy podjąć taką czy inną decyzję, kiedy próbujemy zmienić coś w sytuacjach, na które nie mamy wpływu, a pozostajemy ślepi i nieczuli na możliwości i szanse, które stawia przed nami los?


I właśnie mądrości chciałabym życzyć tym wszystkim, którzy zaglądają tutaj regularnie, ale i tym, którzy trafią tutaj przypadkiem. Mądrości jako pewności, że zawsze podejmujemy słuszne decyzje. Mądrości jako świadomości, że zawsze jesteśmy w dobrym miejscu i o dobrej porze. Mądrości jako niezachwianego przekonania, że zawsze zmierzamy w dobrym kierunku…



Dobrych świąt, Kochani!

M.

Słowa

W języku rukwangali, jednym z języków bantu, funkcjonuje niezwykłe słowo, które nie ma jednowyrazowego odpowiednika w innych krajach. Hanyauku oznacza chodzenie na palcach po gorącym piasku. Norwegowie mają swoje unikatowe wyrażenie, którym określają picie piwa na dworze w słoneczny dzień. Nazywają to utepils.
Fascynujący jest fakt jak dla niektórych ludzi, nacji czy kultur różne czynności czy okoliczności są na tyle ważne, że zyskują swoją własną leksykalną oprawę, mają swoje własne słowo. Natomiast dla innych  ważne są już mniej, bądź są zupełnie bez znaczenia.


Słowa są niesamowitą materią. Słowem możemy opisać rzeczywistość, wyrazić emocje, schlebić komuś albo go obrazić, ucieszyć go albo przygnębić. Słowa mają moc. Wypowiedziane głośno są jak zaklęcia. I od nas zależy czy będą dobrą czy złą wróżbą. Może warto o tym pamiętać teraz, kiedy tych słów – życzeń będzie dużo. Może warto, zanim wygłosimy zwyczajowe „zdrowia, bo to najważniejsze”, zastanowić się czy jedynie brak fizycznych i psychicznych dolegliwości w każdym przypadku doprowadzi człowieka do szczęścia. Może lepiej stojąc z opłatkiem w ręku przy blasku choinki wyszeptać komuś na ucho te kilka słów, które naprawdę będą w stanie zmienić czyjeś życie na lepsze.











Przed choinką dumnie prezentuje się wyraz najnowszych zainteresowań mojego Męża. Nadal pozostajemy przy literce S. Szkutnictwo chwilo zajęło miejsce serowarstwa J

Dobrego dnia.
M.

piątek, 23 grudnia 2016

Sesja łapacza

Jakiś czas temu przyjaciółka zamówiła u mnie łapacz snów. Zrobiłam go z przyjemnością, ale nie zdążyłam zrobić mu żadnego zdjęcia zanim trafił w jej ręce. Dlatego poprosiłam ją, żeby pstryknęła dla mnie kilka fotek, żebym mogła zamieścić je na blogu. Zrobiłam to trochę z premedytacją, bo Gabrysia, oprócz tego, że jest moją przyjaciółką, jest także artystką fotografem i robieniem zdjęć zajmuje się zawodowo. Zupełnie szczerze myślałam, że to będą 2-3 ujęcia, żebym mogła mieć jakąś dokumentację. W każdym bądź razie o tyle ją poprosiłam. Tymczasem, kilka dni później, drogą wirtualną przyfrunęło do mnie 12 pięknych profesjonalnych fotografii. 
Zdjęcia podobają mi się tak bardzo, że o żadnej selekcji nie mogło być mowy. W związku z tym zamieszczam je tutaj wszystkie. Autorką każdego z nich jest Gabrysia Kłopot z GaLop Productions. Dziękuję Gabrysiu J














Dobrego dnia i snów bez koszmarów...
M.