niedziela, 8 kwietnia 2018

Wiosna

Zimę kocham miłością bezwzględną, ale lubię też kiedy przychodzi ona. Najpierw nieśmiało stuka w szybę wydłużającym się czerwonym słupkiem zaokiennego termometru; człowiek zaczyna się orientować, że w szafie wisi coś jeszcze poza zimowym płaszczem i puchową kurtką. Ale zanim jeszcze wybuchnie kolorami i sprawi, że spragnione barw ludzkie oko dostanie świra, sama szukam tych kolorów i napawam się tym szalonym zapachem, który wydaje tylko budząca się po zimie i powoli ogrzewana słońcem Ziemia. A jak już wyeksmituję z domu pierwszego pająka, to wiem, że zaczęła się na dobre J









Czujcie wiosnę!
M.

czwartek, 15 marca 2018

Chusta

Nie pamiętam ile razy zaczynałam, prułam i zaczynałam na nowo. Bo za mała, za wąska, bo nie taka... Domawiałam włóczki, bo bałam się, że braknie. Potem bałam się, że zostanie. Odkładałam. Zapominałam. Trafiałam na smutno zwiniętą na dnie szafy. Robiło mi się przykro. Wracałam.

I w końcu jest! Taka jak chciałam. Nie idealna. Z pogubionymi, czasem, oczkami, Wielgachna. Miękka. Mogę się nią opatulić, przykryć, owinąć, otulić. Będzie ze mną długo...










Mój prywatny kontroler jakości. Czy aby miękka jest wystarczająco? 


Dobrego dnia J
M.

wtorek, 6 marca 2018

Internet


Jest dziesiąta rano. Twoje ukochane dziecko właśnie zapadło w przedpołudniową drzemkę. O tym, czy będzie ona trwała półtorej godziny, czy kwadrans zadecyduje najprawdopodobniej ruch motylich skrzydeł na drugiej półkuli naszego globu. Stoisz zatem na środku salonu, prawdopodobnie jesteś jeszcze w piżamie; niewykluczone, że bez śniadania. Robisz szybki rekonesans, jak wykorzystać ten niemożliwy do zamknięcia w ramy czas i postanawiasz, że spędzisz te kilka zesłanych przez niebiosa chwil relaksując się przy kawie i pozwalając sobie na krótką wycieczkę w wirtualną rzeczywistość.

I nagle miejsce chwilowego odprężenia zajmuje niepokój, bo jedna z pierwszych fotografii na jaką trafiasz na jednym z serwisów społecznościowych, zamieszczona jakieś dziesięć minut wcześniej przedstawia kobietę w mniej więcej Twoim wieku, która stoi w pełnym makijażu, w bardzo starannie dobranej garderobie, ze ślicznym bobaskiem na ręce i telefonem w drugiej dłoni. Za nią roztacza się widok na precyzyjnie uporządkowany pokój. Może jeszcze sam ten obrazek nie wprawiłby Cię w panikę, ale już informacja pod nim sprawia, że czujesz się lekko skonsternowana. Czytasz bowiem, że ta urocza dwójka z fotografii ma za sobą nieprzespaną noc, bo jest w trakcie ząbkowania i skoku rozwojowego jednocześnie.

Próbujesz sobie przypomnieć, jak Ty wyglądałaś po ostatniej nieprzespanej nocy i, niestety, z całą mocą i bardzo boleśnie zdajesz sobie sprawę, że jednak Twoja ówczesna prezencja w żadnym wypadku nie nadawała się do uwiecznienia na fotografii, nie daj Boże, upublicznienia gdziekolwiek. Nie mówiąc o tym, że ostatnią rzeczą, na jaką byłoby Cię wtedy stać byłyby gruntowne porządki w domu.

Biorąc solidny łyk kawy odpędzasz jakoś myśl, która beznadziejnie próbuje wedrzeć się do Twojej świadomości oraz zakomunikować Ci, że masz fatalną organizację.
Przeglądasz kolejne zdjęcia. Pech chciał, że będąc w ciąży zerkałaś czasami na profile innych przyszłych mam, które teraz mają dzieci najprawdopodobniej w wieku zbliżonym do Twojego maluszka. Serwis wspaniałomyślnie podpowiada Ci teraz te konta jako hipotetycznie interesujące. Zupełnie niepotrzebnie, bo nagle zostaje przed Tobą otwarta cała paleta cech i możliwości, które posiadają rówieśnicy Twojej pociechy. I zaczyna się festiwal porównań, analogii, rozbieżności i zderzeń. Okazuje się, że Twoje maleństwo ma tylko jeden ząbek podczas, gdy inne dzieci mają już po kilka. Ba! Zdążyły już nawet odwiedzić dentystę! Twoja pociecha wprawdzie sprytnie raczkuje, ale jej rówieśnicy potrafią już pewnie stać przy meblach, mało tego, próbują pierwszych kroków. Dodatkowo, biją brawo i machają, kiedy Ty bezskutecznie od kilku już tygodni do znudzenia wymachujesz ręką przed twarzą swojej dzidzi powtarzając głośno PA-PA i jedyna reakcja, jaką udaje Ci się uzyskać, to jego powiększające się ze zdziwienia oczy.

Najpierw się zastanawiasz czy nie wychowujesz małego leniuszka, potem zaczynasz niepokoić, a na koniec obawiać, czy Twoje dziecko rozwija się prawidłowo i czy Ty, jako matka, tego rozwoju nie zaniedbujesz. Wprawdzie pediatra Cię uspokajał, że nie widzi żadnych nieprawidłowości, no ale…

Mimo wszystko starasz się jeszcze nie tracić fasonu i nadziei na parę miłych chwil wytchnienia w to przedpołudnie, ale kiedy kolejnym zdjęciem, na jakie pada Twój wzrok, jest fotografia innej mamy, która chwali się idealną figurą w cztery miesiące po porodzie, to Twój jeszcze jakiś cudem utrzymywany względnie pozytywny nastrój nagle zmienia się w falę wyrzutów sumienia, dezaprobaty i krytyki pod własnym adresem.

Gdyby ktoś w tym momencie podsunął Ci petycję sugerującą, żeby młodym mamon ustawowo odcinano dostęp do Internetu, to podpisałabyś ją bez mrugnięcia okiem.

Na szczęście jest ktoś, kto już za chwileczkę skutecznie wyrwie Cię z tych oparów absurdu, bezkonkurencyjnie sprowadzi  do rzeczywistości i zakotwiczy w tu i teraz. Ktoś, dla kogo ważna jest tylko obecna chwila, bo tylko taką zna. Ktoś, kto patrzy na Ciebie jakbyś była najpiękniejszą osobą na świecie. Bo dla niego jesteś!


Jak kiedyś jechaliśmy do Krynicy...





Spokojnie...
M.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kolonie

- Potrafisz robić makramę?
- Potrafię.
- A uplotłabyś coś dla mnie?
- Jasne!
Otworzyła Instagram i pokazała mi zdjęcie chyba największego i najbardziej skomplikowanego wzoru, jaki kiedykolwiek widziałam…

... 

Lato'98

Po niemal całodziennej tułaczce autokarem dojeżdżamy w końcu do małej miejscowości w Borach Tucholskich, w której mamy spędzić najbliższe dwa tygodnie. W holu wita nas pani Wera. Tak się przedstawia i tak każe nam do siebie mówić i do dzisiaj nie wiem czy miała tak na imię, czy była to tylko próba zmodernizowania tradycyjnego imienia Weronika. Mniejsza z tym. Pani Wera, kobieta słusznej postury i na pierwszy rzut oka (na drugi również) niezłomnego charakteru od samego progu obwieszcza nam, że oto znaleźliśmy się w ośrodku sportu i rekreacji i żeby nam nie przyszło do głowy, że jeśli jesteśmy na koloniach, to będziemy się tutaj bardziej rekreować niż usportowiać, bo skoro w nazwie sport jest na pierwszym miejscu, to tutaj tak właśnie będzie. Zadba o to ona i cały sztab wychowawców, trenerów i instruktorów. W tym momencie przeszło mi przez myśl, czy aby nie wybrać się od razu w drogę powrotną i nie popędzić za odjeżdżającym właśnie autokarem, który nas tutaj dostarczył. Bardzo lubiłam gimnastykę i pływanie, lubiłam też jeździć na rowerze, grać w badmintona i w dwa ognie, ale jakimś szczególnym typem sportowca nigdy nie byłam. Od razu wyobraziłam sobie, że dzień tutaj zaczyna się o 5 rano dziesięcioma okrążeniami dookoła pokaźnego boiska, które zdążyłam już zauważyć przed samym głównym wejściem do budynku. Potem każdy robi po 100  przysiadów i 50 pompek na mokrej od porannej rosy trawie w pierwszych promieniach wschodzącego słońca. Po śniadaniu i krótkim treningu wydolnościowym są gry zespołowe. Z tym, że tylko zwycięskie drużyny idą na obiad. Po symbolicznej poobiedniej przerwie, żeby spalić nadmiar przyjętych kalorii będzie podciąganie na drążku i brzuszki na czas. A po kolacji, coś bardziej statycznego, żeby już wyciszyć się przed snem czyli dla przykładu rzut piłką lekarską czy podnoszenie ciężarów.

Szczęśliwie dla mnie jednak niewiele z tych rzeczy znalazło swoje poparcie w rzeczywistości. I choć jeździć na rolkach się wtedy nie nauczyłam, to okazało się np. że potrafię grać w ping-ponga (jakoś nazwa tenis stołowy do mnie nie przemawia). A przy okazji, gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi sportowymi aktywnościami znalazło się miejsce na zajęcia z… makramy. I koniec końców jednak nie żałowałam, że nie puściłam się w pogoń za tym autobusem.


- Zrobisz dla mnie makramę?

- Tak, ale może zacznę od czegoś łatwiejszego J








Dobrego dnia!
M.


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Jestem

Jestem tancerką, która przemierza parkiety trzymając w ramionach swojego partnera. 
Jestem aktorką w teatrze jednego aktora z jednym jedynym widzem na widowni oczarowanym moimi monodramami. 
Jestem piosenkarką z szeroką talią i repertuarem, śpiewającą solo, zawsze a capella, bez prób i na żywo. 
Jestem choreografem wykonującym ex tempore skomplikowane układy taneczne o charakterze zdumiewającym i absolutnie nie do powtórzenia. 
Jestem artystą kabaretowym, który za osobliwe satyryczne show  płacone ma perlistym śmiechem zachwyconej jednoosobowej publiczności. 
Jestem sportowcem dyscyplin wszelakich specjalizującym się w wykonywaniu różnych czynności z obciążeniem, najczęściej na czas; treningi od wczesnych godzin rannych do wieczora, czasami nocne zgrupowania. 
Jestem poetką od krótkich niezbyt pompatycznych form, które pięknie się rymują, ale nie zapisane uciekają w otchłań niepamięci. 
Jestem mimem i kuglarzem w jednej osobie, gestem wyczarowującym uśmiech na twarzy jedynego spektatora. 
Jestem gwiazdą. 
Jestem mamą…



M.

środa, 26 lipca 2017

Cieszę się...

Cieszę się, że się spotkałyśmy w tym ponad trzydziestomilionowym kraju. Cieszę się, że została moją przyjaciółką. Cieszę się, że przez parę lat było nam dane mieszkać w jednym mieście i spędzać ze sobą dużo czasu, a kiedy już nam nie było dane, to i tak nasze drogi się nie rozeszły. Cieszę się, że tak wiele nas łączy, a dzieli tylko 300 km. Cieszę się, że nie robi mi awantur kiedy nie dzwonię przez kilka miesięcy i rozmawia ze mną tak, jakbyśmy się nie słyszały najwyżej dwa dni. Cieszę się, że macierzyństwo nie stało się dla niej kresem osobistych ambicji, a początkiem nowej fascynującej drogi. Cieszę się, że podjęła kilka odważnych życiowych decyzji i zaczęła w końcu realizować swoje zawodowe plany. Cieszę się, że trzech małych chłopców pod jej dachem nie jest dla niej ograniczeniem, a motywacją. Cieszę się, że odważyła się spełniać swoje marzenia. Cieszę się, że robi piękne rzeczy...



Pierwsza przesyłka do naszego syna dotarła zanim jeszcze on sam do nas dotarł. W paczce, oprócz plakatów, które wybrałam z oferty Posterków, było coś jeszcze -  absolutny unikat - pierwszy na świecie egzemplarz lampki wykonanej pod marką Unky-Dsgn przez moją przyjaciółkę Anię. 



Lampka zupełnie w stylu eko, ledowa z naturalnych i nietoksycznych materiałów, przepięknie wykonana.












A tu już pierwszy na świecie właściciel lampki Unky J



Te wszystkie piękne, zaprojektowane i wykonane przez Anię rzeczy można już kupić na DaWandzie  - KLIK.


PS. A najbardziej na świecie się cieszę z tego, że kiedyś dawno temu w dziekanacie „okazało się”, że „Ł” i „M” są tak blisko siebie.

środa, 12 lipca 2017

Dialogi

Ona: ...(po fryzjerze)
On: Świetnie wyglądasz! Jak Baby z Dirty Dancing.
Ona: Nie mów tak! To stary film. Nie chcę staro wyglądać.